owce

Owce jadą nocą

Podziel się

Bez doświadczenia, wiedzy i rozsądku nie da się pokonać wąskich górskich dróg zachodniej Norwegii. Steffen Hagenes ma wszystkie te trzy rzeczy, a w dodatku umie obchodzić się ze zwierzętami.

To już właściwie rytuał. Każdej wiosny Steffen Hagenes przewozi owce na letnie pastwiska. Problemy są dwa: owiec jest pół tysiąca, a droga pnie się w górę krawędzią fiordu. Poza tym to praca marzeń! Jeździsz ciężarówką Scania o mocy 770 KM i cały czas masz kontakt z naturą.

Lato nad fiordem

Jest tuż po godzinie drugiej, gdy w czerwcową noc długi, czteroosiowy zestaw Scania R 770 wjeżdża do centrum Eidfjord w południowo-zachodniej Norwegii. Transport odbywa się nocą, aby utrzymać jak najniższą temperaturę. Dobrostan zwierząt jest najważniejszy. Niższa temperatura, mniej hałasu oraz mniej hamowań i przyspieszeń tworzą bardziej komfortowe i bezpieczne środowisko dla zwierząt. Sam mrok może działać na owce uspokajająco. Dla firmy Fatland dobrostan zwierząt jest zawsze priorytetem.

Steffen Hagenes ma 43 lata. Mieszka w Granvin między Eidfjord a Voss. Nie pierwszy raz jedzie w górę doliny Kvamsdalen. Droga, którą musi pokonać na ostatnim odcinku do wysokości 1000 m, ma 5 km. Jest stroma i kręta. Z jednej strony prawie pionowa ściana, z drugiej przepaść. Pikapem jechałoby się tędy nie najgorzej, ale wielotonowa ciężarówka ledwo się mieści.

Owce należą do Kato Frøviga, farmera ze Sveio. Jego owce zawsze spędzają lato po zachodniej stronie Hardangerviddy. To pierwszy kurs w tym roku, będą jeszcze dwa. Ostatni odcinek jest tak stromy i kręty, że przyczepę trzeba zostawić w dolinie. Steffen rusza w górę drogą Kvamsdalsvegen samą ciężarówką.

Prawo jazdy z wojska

Wychował się na gospodarstwie i jest przyzwyczajony do pracy ze zwierzętami. Gdy miał 17 lat zaczął pracować w firmie Fatland jako rzeźnik. Lecz los miał dla niego inne zadania.

owce

W wieku 19 lat musiałem odbyć służbę wojskową. Na szczęście szef, Inge Fatland, napisał rekomendację, dzięki której mogłem zrobić prawo jazdy na ciężarówkę. Po wojsku zacząłem jeździć przy tzw. uboju z konieczności, gdy zwierzę trzeba zabić z jakiegoś powodu poza rzeźnią. Teraz zajmuję się wyłącznie transportem zwierząt. Odpowiadam za obszar od Odda do Vik w Sogn – opowiada.

– Te drogi należą do najbardziej stromych, po jakich jeżdżę. Są bardzo wąskie. Nie ma żadnego marginesu błędu. Wystarczy sekunda nieuwagi i można zahaczyć lusterkiem o skalny występ. Jeżdżę tędy od ponad dziesięciu lat i wszystko opiera się na doświadczeniu – mówi Steffen. Lecz w sprzęcie, którym jeździ, zaszły duże ulepszenia. – Teraz mamy trzy poziomy w samochodzie, co daje bardzo wysoki środek ciężkości. Ale podwozie pomaga, zwłaszcza skrętna oś.

Kawa na uspokojenie?

owce
Steffen Hagenes co roku przewozi owce Kato Fræviga na letnie pastwiska.

Można by przypuszczać, że skoro jeździ się na centymetry i powoli, to wystarczy jedna ze znakomitych, rzędowych „szóstek” firmy Scania. Jednak ciężarówka Steffena ma najmocniejszy w gamie silnik V8, który osiąga 770 KM. Zapewnia wysoki moment obrotowy zawsze, gdy jest on niezbędny. Pozwala prowadzić z dużą precyzją. Skrzynia biegów jest zautomatyzowana, ale z funkcją ręcznej zmiany biegów. Na trudnym odcinku można jechać stale na tym samym biegu. Czasem po zimie droga jest uszkodzona, jest więc trochę jazdy niemal terenowej.

Przydają się blokady mechanizmów różnicowych, a na zjazdach możliwość regulowania obciążenia poszczególnych osi. Czasem łatwiej jechać pod górę niż na dół.

Niektóre zakręty mają 180 stopni. Trzeba umiejętnie „złamać się” czteroosiowym pojazdem. Niekiedy trzeba wziąć zakręt na dwa, trzy razy. W manewrowaniu pomagają kamery. Mimo trudnych warunków Steffen pozwala sobie na kawę i często prowadzi z kubkiem w ręku.

To mnie uspokaja – śmieje się.

Odrobina szaleństwa

– Złe drogi to jedno, ale równie ważna jest umiejętność obchodzenia się ze zwierzętami. Wychowałem się w gospodarstwie z bykami i krowami. Teraz mi się to przydaje. Staramy się zrozumieć zwierzęta, co znacznie ułatwia załadunek i rozładunek. Gdy ma się do czynienia z 250 owcami na trzech poziomach, trzeba mieć kontrolę nad logistyką i techniką. Szczególnie, gdy owce mają jagnięta. Ani dorosłych zwierząt, ani młodych nie można zranić w trakcie transportu – mówi Steffen Hagenes.

owce

Na szczycie owce wysiadają. Czeka już na nie Kato Frøviga z rodziną. Przejmują zwierzęta i wyruszają na pięciogodzinną wędrówkę w góry, gdzie znajdują się letnie pastwiska.

Steffen jest naszym „nadwornym” kierowcą. To imponująca praca, transportować zwierzęta w góry w taki sposób. Wymaga rozsądku, umiejętności, a może też odrobiny szaleństwa – mówi Kato z uśmiechem.

Już świta, gdy Scania wraca na dół. Steffen przeładowuje na nią owce, które czekały w przyczepie. Milknie szum wentylatorów, gasną światła, przyczepa zostaje na żwirowym placu, jakby życie z niej uciekło. Bo właściwie uciekło, jedzie właśnie na górę do owiec, które już tam są.

Artykuł pochodzi z magazynu: Scania-Fokus-3-2025