scania vabis

Scania Vabis w służbie miłości

Podziel się

Gdy szwedzkie wojska obstawiły granicę z okupowaną przez Niemców Norwegią, oliwkowy autobus Scania Vabis przyciągał więcej żołnierzy niż zapachy z kuchni polowej.

Na początku ta Scania Vabis była zwykłym autobusem. Należała do szwedzkiej poczty i przewoziła pasażerów. W 1938 roku miała już dziesięć lat i przebudowano ją na mobilny urząd pocztowy. Jej dni chwały nadeszły podczas II wojny światowej. Od 9 kwietnia 1940 do 8 maja 1945 roku Norwegia była pod hitlerowską okupacją. Szwecja pozostała wprawdzie neutralna, ale dla bezpieczeństwa wzmocniła wojska stacjonujące na granicy.

Żołnierze strzegli, ćwiczyli, jedli, pili i tęsknili. Przez długie dni i tygodnie Scania Vabis była jedyną nicią, łączącą ich z najbliższymi. Nazywali ją „autobusem listów miłosnych”. Gdy przywoziła wieści od żon i narzeczonych, niejeden by ją ozłocił, ale sześćdziesiąt lat później była już tylko gnijącym wrakiem w kącie podwórza.

scania vabis
Tommy Karlsson pracował nad układem elektrycznym, silnikiem i skrzynią biegów.

Ruchome dziedzictwo

Kupiliśmy ją w 2006 roku za 13 500 koron od pasjonata z Brunskog. Miała być dawcą części do naszego drugiego autobusu pocztowego Scania 32. Lecz była praktycznie kompletna i uznaliśmy, że wstyd byłoby jej nie odbudować – mówi Bengt-Olof Andersson, przewodniczący stowarzyszenia Värmlands Bussveteranern z okolic Karlstad. Mają ponad 180 członków i 13 pojazdów: dwanaście autobusów i ciężarówkę. Stowarzyszenie powstało w 2003 roku. Gromadzi i remontuje zabytkowe autobusy. W muzeach historia stoi zmumifikowana, w warsztacie autobusowych weteranów ożywa i nabiera rumieńców.

Kiedy przejedziesz się starym autobusem, zostają ci całkiem inne wspomnienia niż po wizycie w muzeum. Są żywe, silne, masz o czym opowiadać. Nazywamy to „ruchomym dziedzictwem kulturowym” – mówi Tommy Karlsson, który podczas odbudowy autobusu pracował nad układem elektrycznym, silnikiem i skrzynią biegów.

Synu, kręć!

Remontując stary autobus, można się zdziwić. Nieraz złapać za głowę albo za kieszeń. Najdroższe okazały się opony i śruby do mocowania listew wewnętrznych. Opony mają nietypowy rozmiar, a specyficznych śrub z rowkiem od dawna nikt już nie produkuje.

scania vabis
Część ekipy, która tchnęła nowe życie w zabytkowy autobus pocztowy (od lewej): Bosse Ericsson, Tommy Karlsson, Lasse Wanre, Göran Karlsson i Sven Hallgren.

Najtańsze jest to, co możesz zrobić sam. Silnik to była „bułka z masłem”. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności poprzedni właściciel zalał go olejem. Zapowiedział synom, że za każdym razem, gdy mijają autobus, powinni przy okazji obrócić korbą. Dwa razy! Dlatego rzędowa „szóstka” łatwo dała się uruchomić, gdy tylko udałosię opanować problemy z zapłonem. Pomogły konsultacje z muzeum firmy Scania.

Stowarzyszenie odnawia autobusy do stanu oryginalnego. Lecz gdyby Scania Vabis miałaby być „stuprocentowym oryginałem”, sprawiałaby 100% dawnych kłopotów. Dlatego w opadowo-podciśnieniowym układzie zasilania dodano pompę paliwa. Stara instalacja elektryczna jest tylko na pokaz. Tommy Karlsson ułożył nową i starannie ją ukrył. Autobus wygląda jak dawniej, ale jest bardziej niezawodny.

Dąb i jesion

scania vabis
Gunnar Johansson jest członkiem zarządu stowarzyszenia i spełnia funkcję przewodnika. Zabytkowe autobusy przewożą wycieczki i grają w filmach.

Pocztowa Scania Vabis rocznik 1928 ma nadwozie kompozytowe. Pod tym terminem kryją się karoserie typowe dla wczesnego etapu rozwoju motoryzacji, z drewnianym szkieletem obitym blachą. Dach kryto nagumowaną tkaniną lub podobnym, wodoodpornym materiałem. Tylko krawędzie były z blachy. Wtedy nikt nie produkował tak dużych arkuszy, aby pokryć nimi jednolicie cały dach. Zwłaszcza, gdy mowa o autobusie.

Dlatego do renowacji nadwozia Tommy zaangażował szwagra, Larsa-Erik Wanre, zwanego Lasse. Lasse to „złota rączka”, jest specem od remontów domów i mieszkań. Przy autobusie musiał zmierzyć się ze różnymi materiałami. Dolna część szkieletu z dębu, górna jesionowa, poszycie zewnętrzne blacha, wewnętrzne płyta pilśniowa, słynny Masonite. A na dachu zagadka! Materiał, którego nie udało się znaleźć jak Europa długa i szeroka. Lasse ostatecznie użył tkaniny nylonowej, którą pomalował farbą gumową. Kompromis, ale wygląda jak za dawnych czasów. Zasłony do 12 świetlików na dachu odnowiono przy użyciu materiału ze starych rolet z okien wagonów. Tommy znalazł je kiedyś na złomowisku kolejowym. Kolejarze pozwolili mu zabrać, co chce za darmo. W starych autobusach przydaje się mnóstwo rzeczy ze starych wagonów.

A tu się golił…

scania vabis
Bengt-Olof Andersson, przewodniczący stowarzyszenia Värmlands Bussveteranern.

Oryginalne detale są jak przyprawa. Nadają smak całości.

Zachowało się lusterko do golenia, ale ktoś uznał, że kiepsko wygląda i trzeba je zmienić. A mniej jakby kto ukłuł. „Nie, nie, nie! Nie róbmy tego”, zawołałem. To oryginalne lusterko jest z grubego szkła, ma dobre 8 mm. Teraz już takich nie ma – opowiada Lasse.

Jako ruchoma placówka pocztowa, autobus był w dużej mierze samowystarczalny. Kierowca i poczmistrz w jednej osobie miał do dyspozycji niewielką „kwaterę” na końcu nadwozia, z osobnym wejściem. Była w niej m.in. umywalka.

Między kabiną, a „kawalerką” jest urząd pocztowy. Lasse uzupełnił brakujące wyposażanie. Najbardziej dumny jest jednak z pocztowych, mosiężnych emblematów na nadwoziu. Gotowe już były naklejki na zastępstwo, ale oryginalne oznakowanie udało się wyczyścić i przywrócić do dawnej świetności.

Uważam, że ci, którzy pracowali nad autobusem, wykonali świetną robotę. Efekt jest absolutnie niesamowity, mamy z niego mnóstwo satysfakcji – mówi Bengt-Olof Andersson.

Artykuł pochodzi z magazynu: Scania Sverige MIL 2025-02.