Scania L56

Scania L56: Babcia w muzeum

Podziel się

Po wielu latach spędzonych w biurze obsługi klienta w Nadarzynie, zabytkowa strażacka Scania L56 trafiła do Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach.

Licząca ponad 60 lat Scania L56 ma za sobą wiele lat służby w straży pożarnej w Szwecji i Polsce. Teraz stoi obok innych pojazdów pożarniczych w Mysłowicach.

Muzeum zgromadziło ponad 4000 eksponatów. Są wśród nich samochody z różnych miejsc i lat. Niektóre to unikaty, które powstały w jednym egzemplarzu. Po salach muzealnych można chodzić godzinami, podziwiając sprzęt, umundurowanie, sztandary, odznaki oraz inne pamiątki. Od 2006 roku Centralne Muzeum Pożarnictwa leży na Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego.

– Nasza Scania jest praktycznie w całości oryginalna – mówi Grzegorz Bartosiak, inżynier wsparcia technicznego, Scania Polska. – Została przez nas starannie odremontowana i jest w pełni sprawna.

Scania L56 – technika na wysokim poziomie

Historia tego egzemplarza rozpoczęła się w 1963 roku, gdy opuścił bramy fabryki w Södertälje. Wówczas firma używała jeszcze marki Scania-Vabis. Model L56 należał do rodziny samochodów wprowadzonej wiosną 1958 roku. Jako pierwszy pojawił się ciężki L75, a rok później dołączył mniejszy L55 z 6-cylindrowym 7-litrowym silnikiem rzędowym. Jesienią 1962 roku zadebiutowała zmodernizowana Scania L56 z silnikiem o pojemności 7,8 l i dwuobwodowym układem hamulcowym. Była nowoczesna, jak na swoje czasy. Hamulce od samego początku były uruchamiane pneumatycznie, a w opcji proponowano wspomaganie kierownicy. Wygodna kabina z dużą przednią szybą była wygłuszona i w całości tapicerowana. Tę rodzinę pojazdów produkowano do 1968 roku, ale jej następcy używali tej samej kabiny do 1980 roku włącznie.

W tym okresie pojazdy ciężarowe z tzw. kabiną klasyczną, czyli z silnikiem z przodu, były jeszcze powszechne na drogach. Ich zaletą był bardzo dobry dostęp do jednostki napędowej. Wejście do przymocowanej na stałe szoferki było nisko, a w środku kierowcy zostawiali swoje rzeczy na czas naprawy bez obaw, że będą się przemieszczać jak w pojazdach z kabiną odchylaną. Dopiero chęć zwiększenia użytecznej długości ramy i polepszenia widoczności ostatecznie wyeliminowały z rynku europejskiego pojazdy „z nosem”.

Scania L56
W serwisie w Nadarzynie pracuje kilku miłośników zabytkowych samochodów. Grzegorz Bartosiak jest jednym z nich. Jego Warszawa jest niewiele młodsza niż strażacka Scania L56.

Dopracowana i przemyślana

– Ta Scania jest dopracowana. To przemyślana konstrukcja – opowiada Grzegorz Bartosiak. – Wielokrotnie nią jeździłem. W kabinie są trzy miejsca. Fotele są szerokie, skórzane, bardzo wygodne z amortyzacją mechaniczną. Napęd, układ kierowniczy, hamulcowy, wszystko jest bardzo dobrze zgrane. Nie ma wspomagania kierownicy, ale przełożenie przekładni jest tak duże, że można skręcać bez wysiłku. Przynajmniej jeśli Scania chociaż trochę się porusza. Skręcanie kołami na postoju jest trudne. W dawnych podręcznikach dla kierowców nie było zalecane, gdyż niszczy ogumienie. Same opony mają wysoki profil i w połączeniu z dobrze zestrojonym zawieszeniem zapewniają duży komfort jazdy. Nie ma problemu z przejazdem przez tory czy krawężnik. Jak na tak mały silnik jest również bardzo dynamiczna, nie odstaje od innych samochodów na drodze. Bardzo dobrze trzyma się toru jazdy, nie ma żadnego problemu z wibracjami, szarpaniem czy hałasem. Silnik o stosunkowo niskim stopniu sprężania jest dość cichy. Podczas jazdy można normalnie rozmawiać.

Długi remont

Strażacka Scania służyła w Ochotniczej Straży Pożarnej w Somoninie na Kaszubach. Tam wypatrzył ją Sławomir Hoffman, ówczesny dyrektor oddziału Scania Gdańsk. Był to koniec lat dziewięćdziesiątych. Wtedy pojazdy w tym wieku były jeszcze powszechnie używane w jednostkach OSP.

Scania L56
„Nasza Scania dawno nie była uruchamiana. Pracownicy serwisu zakładali się, czy zapali. Ale wystarczył jeden obrót, może półtorej sekundy i silnik uruchomił się” – opowiada Grzegorz Bartosiak, inżynier wsparcia technicznego, Scania Polska.

– Strażacy bardzo o nią dbali, ale nosiła ślady wielu lat użytkowania – wspomina Grzegorz Bartosiak. – Została przez nas odkupiona i przeszła kompleksowy remont. Mechanicznie doprowadzono ją do idealnego stanu w Nadarzynie. Potem pojechała do oddziału Scania we Wrocławiu. Jest tam duża blacharnia i lakiernia. Nasi specjaliści zdemontowali kabinę i zabudowę. Oczyścili i naprawili wszystkie elementy wymagające malowania i polakierowali całość. Scania L56 została również zabezpieczona antykorozyjnie. Odbudowa trwała około dwa lata.

Sporo nowych części zamiennych udało się jeszcze odnaleźć w magazynach firmy Scania w Szwecji. Trudniej było zdobyć komponenty karoserii, a także elementy układu elektrycznego czy uszczelki. Trzeba było posiłkować się rynkiem wtórnym lub wyspecjalizowanymi wytwórcami. Pod tym względem Scania nie różni się od innych samochodów zabytkowych.

– Wszystko zrobiliśmy własnymi siłami. Ściągnęliśmy tylko dokumentację pojazdu ze Szwecji, czasem konsultowaliśmy w Södertälje szczegóły. Nasz serwis i dział wsparcia technicznego znakomicie sobie poradził z sześćdziesięcioletnim pojazdem.

Scania L56 – dane techniczne
Debiuty i Dzień Dziecka

Renowacja objęła również wyposażenie strażackie. Zbiornik na wodę ma pojemność 4000 l. Motopompa firmy Wilhelm Ruberg Fabriks AB pracuje z wydajnością 1000 l/min przy ciśnieniu 10 bar. Nadwozie pożarnicze ma liczne schowki, a także uchwyty do drabiny i zwijadło do węży. Armaturę do przyłączania węży umieszczono wygodnie na poszerzonym przednim zderzaku. Jakość zabudowy jest wysoka. Świadczą o tym płaskie klamki wpuszczone w zagłębienia, a także listwy ozdobne i estetyczna forma całości.

– Podczas remontu zdjęliśmy tylko nowoczesną belkę świetlną i usunęliśmy współczesne oznakowanie – mówi Grzegorz Bartosiak.

Zabytkowa Scania L56 zwana przez pracowników „babcią” opuściła Nadarzyn w 2024 roku w związku z przebudową siedziby. Zmieniła miejsce pobytu, ale pozostała własnością firmy Scania.

– Dawno nie była uruchamiana. Na czas postoju wyjęliśmy z niej akumulatory. Kiedy przyszła pora na przeprowadzkę, włożyliśmy do niej nowe. Lekkie, żelowe stosowane w najnowszych pojazdach Scania – opowiada Grzegorz Bartosiak. – Pracownicy serwisu zakładali się, czy zapali. Niektórzy mają własne samochody zabytkowe i byli sceptyczni. Ale wystarczył jeden obrót, może półtorej sekundy i silnik uruchomił się. Zastosowano w nim rzędową, mechaniczną pompę wtryskową, ciśnienie w układzie jest cały czas. Jak mówi jeden z kolegów: „wystarczy wyjąć kluczyki z kieszeni i pokazać”, żeby „babcia” zapaliła.

Scania L56
Wybierającą się w podróż „babcię” odprowadził cały zespół spółki Scania Polska w Nadarzynie.

Scania L56 przez wiele lat była ozdobą działu obsługi klienta w Nadarzynie, ale nie stała bezczynnie. Uczestniczyła w premierach nowych pojazdów Scania, była również atrakcją innych wydarzeń, np. Dnia Dziecka. Zawsze gromadził się wokół niej tłum ciekawskich. Każdy chciał ją obejrzeć, dotknąć. Gdy była okazja przewieźć się nią, chętnych nigdy nie brakowało. Nie zabraknie ich na pewno również do oglądania jej w muzeum. |

Artykuł pochodzi z magazynu Scania Classic